| Świadectwo Rafała z III-st. w Jarosławiu |
|
|
|
Każdy z nas kiedyś się schował. Chowamy się przed światem, zaszywamy się w bezpiecznym dla nas miejscu. Dla mnie takim miejscem od jakiegoś momentu w moim życiu jest Kościół. Kiedy jestem w innym miejscu, szczególnie w innym kraju z daleka od domu. Najbardziej bezpiecznie czuję się w Kościele.
Kościół od czasu, kiedy jestem na codziennej Eucharystii stał się moim schronieniem. Stał się też miejscem bezpiecznym, miejscem gdzie mogę wypocząć. Gdzie nie bombardują mnie informacje o kolejnych promocjach, gdzie miasto nie wdziera się do mojego umysłu reklamami, informacją i obrazem. Gdzie ten cały gwar informacji miejskiej zamiera. Gdzie jest On – w swojej ciszy i pokoju, który jest także dla nas pokojem i ciszą. Czasami „zwiedzając” miasto „przepływam” od jednego Kościoła do innego, od jednej przystani do następnej. To tak jakbym robił głęboki wdech w jednym miejscu, potem zanurkował w miasto i następny wdech zrobił znowu gdzieś w następnym miejscu, tyle tylko, że dla mnie tymi miejscami, gdzie można wziąć następny wdech są Kościoły. Miasto bez Kościoła, w którym mógłbym się schronić staje się dla mnie obce. Problem jest w tedy, gdy „przypływam” do Kościoła, a on jest kompletnie zamknięty co zdarzyło mi się wiele razy w Niemczech. Czuję się wtedy, jakby tam już wiara zamarła, a wystraszony ksiądz siedział zabarykadowany na plebanii (nawet nie w kościele). Żal mi takiego społeczeństwa, które posunęło się do takiej poprawności, sekularyzacji, że nawet jeśli ktoś szuka ratunku w Kościele – nie znajdzie jej, bo Kościoły zostały pozamykane. A mnie wystarczy tylko wejść do przedsionka i stanąć przed Nim. Kościół to dla mnie też jedyna „Instytucja”, która na nas czeka, kiedy się rodzimy i jedyna instytucja, która jest z nami do końca czyli do naszej śmierci. A nawet wychodzi poza nią bo modli się za nas po śmierci i pamięta o nas. To jedyna Instytucja, która towarzyszy nam przez całe nasze życie, w momentach dla nas naprawdę ważnych. Kościół to też miejsce, gdzie codziennie jeśli chcemy możemy z kimś porozmawiać. Myślę tu o księżach w konfesjonałach, do których jeśli przyjdziemy w odpowiedniej chwili, zawsze z nami porozmawiają. W konfesjonale zawsze możemy pojednać się z Bogiem, ale także pojednać się ze sobą – czyli zintegrować naszą osobę na nowo. To jest moc sakramentu, o której się nie mówi, a jest to przecież sakrament Pokuty i POJEDNANIA. Bóg w tym sakramencie jednając nas scala nas ze Sobą, ale i scala nas wewnętrznie. To jest ważniejsze niż nam się wydaje – każdy z nas raczej wie co to jest rozbicie lub rozdarcie wewnętrzne. To dla mnie jest kolejny znak Pokoju jakim nas obdarza Kościół. Kościół to także dla mnie rytm dnia wyznaczony, przez poranną i wieczorną modlitwę, a raczej Namiot Spotkania (Medytację). To moment wejścia w dzień i zamknięcia dnia, z Tym który jest Pokojem. Od jakiegoś czasu jest to moment, na który czekam, choć często bywa ciężko, ale czekam… abym mógł się z Nim spotkać. Zawsze po takim spotkaniu jest we mnie Pokój. Zawsze wchodzę w dzień z jakimś poczuciem Bezpieczeństwa. Kościół to dla mnie mistyka. Mistyczne ciało Chrystusa to w mojej wyobraźni jakby świetlana Jego postać budowana przez małe komóreczki - światełka. Jeśli tylko przyjmuję Jego – Mojego Pana do mojego serca zaczynam jaśniej świecić, a organizm tego ledwie dostrzegalnego ciała w tym miejscu staje się zdrowszy i bardziej świetlisty. Przemieniając siebie – przemieniam Kościół. Wreszcie Kościół to jak to pięknie zobaczyła moja znajoma Basia w świetle wpadającym od latarni w kopule do środka wnętrza kościoła miejsce gdzie Bóg mówi nam OTO JESTEM. Gdy tylko do niego wejdziemy, za każdym razem usłyszymy OTO JESTEM i zobaczymy Tego, który JEST, który BYŁ i który PRZYCHODZI. Tego, który Jest POCZĄTKIEM I KOŃCEM, Tego, który jest DROGĄ, PRAWDĄ I ŻYCIEM.
Ps. A tak na marginesie to polecam wszystkim, którzy nie byli jeszcze na III0 oazy te rekolekcje, których tematyką jest KOŚCIÓŁ. Z pewnością, odkryjecie jakieś nowe bogactwo Kościoła, o którym warto by było napisać. Rafał
|







