| Świadectwo z II st. w Starej Wsi |
|
|
|
II st. w Starej Wsi koło Brzozowa. Rekolekcje organizowane przez Diecezję Przemyską Moje świadectwo będzie nieco przewrotne, iż zaczepne… Kiedyś wydawało mi się, że nie jestem w stanie pojechać na rekolekcje, które będą trwały dłużej niż 4-5 dni, a co dopiero na 2 tygodnie. Na tych ostatnich przeżytych rekolekcjach, a był to II stopień Oazy Rodzin, wyraźnie zrozumiałem, że rekolekcje to święty czas, w którym sam Jezus zaprasza nas do Siebie, w miejscu gdzie On będzie stale przez 2 tygodnie. A ja Mu odpowiedziałem - wprawdzie w mym sercu, ale „nie Jezu – ja przez 2 tygodnie z Tobą nie wytrzymam.” Wtedy On zapytał, czy w takim razie chcę iść do nieba bo tam będę musiał wytrzymać z Nim wieczność.
Wiem po tych rekolekcjach, że jeśli byłby to czas taki jak na I lub II st. przeżytej oazy rodzin, to zaryzykowałbym z Nim całą wieczność. Bycie z Nim na co dzień, kontemplowanie, rozważanie Jego miłości i obecności w naszym życiu to coś w czym można się zanurzyć na rekolekcjach. Liturgia, która trwała nawet 2,5 godziny jako ofiara łącząca nas ze światem aniołów, teraźniejszością, przeszłością i wiecznością, z całym wszechświatem. – tego nie da się opisać – to musi poczuć nasze serce. Takiej liturgii odprawianej jakby w zwolnionym tempie, gdy jest czas na przemyślenie, przemodlenie, każdego gestu – najbardziej mi brakuje. „I wyobraźcie sobie apokalipsę z wizją tłumów zgromadzonych w niebie, a w tym tłumie my jesteśmy!!! Tak my! Którzy tu stoimy, będziemy również tam!” To słowa ojca Mariana Kempki („Wujcia”), który prowadził te rekolekcje. Każdy jego gest, podczas sprawowania Eucharystii, świadczył o jego wierze. A wiarę jego w porównaniu z moją może obrazować jedynie spotkanie tankowca na morzu z małą, niewielką łódeczką. Z poziomu łódeczki, nie widać nawet kto siedzi z sterami tak olbrzymiego statku. „Zderzenie się z taką masą” za każdym razem dla łódeczki kończy się zdruzgotaniem jej świata. Ale to chyba mogą tylko odczuć ludzie, którzy spotkali się z wielkimi świętymi w sowim życiu. Przypuszczam, że jeśli spotkałbym na swojej drodze Św. Ojca Pio, czy Św. Matkę Teresę z Kalkuty mógłbym czuć się podobnie. Oderwanie się od świata, a zarazem złożenie na ołtarzu wszystkich naszych teraźniejszych problemów i spraw. Przeświadczenie, że Jezus już wszystko to wziął na swe ramiona i zwyciężył uwalniało nas od naszych trosk i cierpień i bólu. Bo te problemy, sprawy przecież zostały już zwyciężone i pokonane – „dla Niego bowiem nie ma czasu”. „Dlatego tu i teraz jesteśmy wolni”. Te nie przywiązywanie się do czasu, ani żadnej rzeczy (ubóstwo), posłuszeństwo (Jego woli) i czystość (naszej miłości do Niego i siebie w małżeństwie) pokazywało nam wartość ślubów zakonnych i jednocześnie uzdatniało nasze oczyszczone z wszelkich trosk serca do pełniejszego przyjęcia Jego. A nasze wnętrza im bardziej puste tym więcej w nich miejsca dla Niego. Dlatego Bądź Wola Twoja Rafał
|








