Home Modlitewna Nowenna Miesięcy
Nowenna Miesięcy
Modlitewna nowenna miesięcy - kwiecień PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
piątek, 16 kwietnia 2010 13:32

Słowo życia:

Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał (J 17, 20-21).

Intencja modlitewna:

  • o pielęgnowanie ewangelicznych rad czystości, ubóstwa i  posłuszeństwa,

  • o umiłowanie Eucharystii i innych sakramentów.

Lektura:

– Jan Paweł II, Slavorum apostoli.

Postacie miesiąca: św. Cyryl i Metody (troska o jedność), ks. Bohdan Papiernik, sługa Boży Jan Paweł II

św. Cyryl i Metody

Miasto, w którym przyszli na świat, to dzisiejsze Saloniki, które w IX wieku były ważnym ośrodkiem życia handlowego i politycznego w  Cesarstwie bizantyjskim oraz zajmowały wybitne miejsce w życiu umysłowym tej części Bałkanów. Leżąc na pograniczu Słowiańszczyzny, miasto miało także słowiańską nazwę Sołuń.

Starszy z braci, Metody, noszący prawdopodobnie imię chrzestne Michał, urodził się między 815 a 820 rokiem. Młodszy, Konstantyn, później bardziej znany pod zakonnym imieniem Cyryla, przyszedł na świat w roku 827 lub 828. Ojciec ich był wyższym urzędnikiem cesarskim. Społeczna pozycja rodziny otwierała obu Braciom drogę do podobnej kariery, którą zresztą Metody podjął, dochodząc do godności archonta, czyli zarządcy jednej z prowincji nadgranicznych, gdzie żyło wielu Słowian. Jednak już około roku 840 porzucił tę drogę, usuwając się do jednego z klasztorów u stóp góry Olimp w Bitynii, znanej wówczas pod nazwy Góry Świętej.

Brat Cyryl chlubnie ukończył studia w Bizancjum, gdzie otrzymał święcenia kapłańskie, zdecydowanie odrzuciwszy karierę polityczną. Dla wyjątkowych talentów i wiedzy w zakresie kultury i religii, powierzono mu już w młodym wieku delikatne zadania kościelne, takie, jak stanowisko bibliotekarza archiwum przy kościele Św. Zofii w Konstantynopolu, oraz poważne stanowisko sekretarza Patriarchy tegoż miasta. Wkrótce jednak zapragnął uwolnić się od tych obowiązków, aby poświęcić się studiom i życiu kontemplacyjnemu, rezygnując z  ubiegania się o zaszczyty. Tak więc potajemnie schronił się w klasztorze na wybrzeżu Morza Czarnego. Odnaleziony po sześciu miesiącach, zgodził się podjąć wykłady filozofii w wyższej szkole w Konstantynopolu, gdzie otrzymał, dzięki wybitnej mądrości, przydomek Filozofa, pod którym dotąd jest znany.

Później został wysłany przez Cesarza i Patriarchę w misji do Saracenów. Po wykonaniu tego zadania wycofał się z życia publicznego, aby wraz ze starszym bratem Metodym oddać się życiu monastycznemu. Ponownie jednak został wspólnie z  nim, jako wybitny znawca religii i kultury, włączony do delegacji bizantyjskiej wysłanej do Chazarów. W czasie pobytu na Krymie Bracia odnaleźli w Chersoniu kościół, w którym pierwotnie miał być pochowany św. Klemens, papież i męczennik, zesłany ongiś w te odległe strony. Odzyskawszy jego relikwie zabrali je ze sobą i odtąd towarzyszyły one świętym Braciom w dalszych podróżach misyjnych ku Zachodowi, aż do chwili, gdy mogli złożyć je uroczyście w Rzymie w ręce Papieża Hadriana II.

Wydarzeniem, które miało zadecydować o całym dalszym biegu ich życia, było poselstwo księcia Moraw, Rościsława, wysłane do Cesarza Michała III z prośbą o  przysłanie jego ludom „Biskupa i nauczyciela takiego (...) który by w (naszym) własnym języku prawdziwą wiarę chrześcijańską wykładał”.

Wybór padł na świętych Cyryla i Metodego, którzy chętnie wyraziwszy zgodę, ruszyli w drogę i dotarli do Państwa Wielkomorawskiego – obejmującego wówczas różne ludy słowiańskie Europy środkowej, w miejscu krzyżowania się wzajemnych wpływów Wschodu i Zachodu – zapewne już w roku 863, podejmując wśród tych ludów misję, której obaj mieli poświęcić resztę życia, w podróżach, niedostatku, cierpieniach, spotykając się z wrogością i prześladowaniem. Metody został nawet osadzony w ciężkim więzieniu. Znosili wszystko z silną wiarą i niezłomną nadzieją w Bogu. Byli dobrze przygotowani do powierzonej sobie misji. Wieźli z  sobą najpotrzebniejsze teksty Pisma Świętego do czytań podczas nabożeństw liturgicznych, przetłumaczone przez nich na język starosłowiański i spisane nowym, opracowanym przez Konstantyna Filozofa alfabetem, doskonale przystosowanym do dźwięków tej mowy. Misyjnej działalności Braci towarzyszyło znaczne powodzenie, ale również zrozumiałe trudności ze strony wcześniejszej, początkowej chrystianizacji, prowadzonej przez ościenne Kościoły łacińskie.

Po upływie około trzech lat, podróżując w kierunku Rzymu, zatrzymali się w  pobliskiej Panonii, gdzie słowiański książę Kocel – zbiegły z ważnego ośrodka państwowego i religijnego Nitry – gościnnie ich przyjął. Stąd po paru miesiącach wybrali się w dalszą podróż do Rzymu wraz ze swymi uczniami, dla których pragnęli uzyskać święcenia kapłańskie. Droga ich wiodła przez Wenecję, gdzie doszło do publicznej dyskusji nad nowatorskimi założeniami prowadzonej przez nich misji. W Rzymie Papież Hadrian II, który w tym czasie objął Stolicę po Mikołaju I, przyjął ich bardzo życzliwie. Potwierdził słowiańskie księgi liturgiczne, które kazał złożyć uroczyście na ołtarzu w kościele Panny Maryi ad Praesepe, dzisiejszej Bazylice Santa Maria Maggiore, a uczniom polecił udzielić święceń kapłańskich. Ten etap starań zakończył się jak najpomyślniej. Dalszą misję musiał podjąć już sam Metody, gdyż jego młodszy brat, ciężko chory, złożywszy jeszcze śluby i przywdziawszy habit zakonny, zmarł wkrótce potem, 14 lutego 869 roku w Rzymie.

Metody pozostał wierny słowom, które Cyryl skierował do niego na łożu śmierci: „Oto, bracie, byliśmy parą w zaprzęgu, jedną bruzdę ciągnąc, a teraz ja padam u zagrody, dnia swego dokonawszy. Ty zaś bardzo lubisz górę (Olimp), przecież nie porzucaj dla tej góry nauczania naszego, bo przez nie możesz jeszcze lepiej osiągnąć zbawienie”.

Konsekrowany na biskupa dla terenu starożytnej diecezji w Panonii, mianowany legatem papieskim „ad gentes” (dla ludów słowiańskich), Metody przyjął kościelny tytuł przywróconej stolicy w Sirmium. Jego działalność apostolska została jednak przerwana na skutek powikłań polityczno-religijnych, w wyniku których Metody został uwięziony na dwa lata, oskarżony o wtargnięcie na teren jurysdykcji innego biskupa. Uwolniono go dopiero dzięki osobistemu wstawiennictwu Papieża Jana VIII. Także nowy władca Moraw, książę Świętopełk, okazał się w końcu przeciwnikiem dzieła Metodego, opierając się stosowaniu liturgii słowiańskiej i  poddając wobec Rzymu w wątpliwość prawowierność nowego arcybiskupa. W roku 880 Metody był wezwany ad limina Apostolorum, aby jeszcze raz przedstawić cały problem Janowi VIII. W Rzymie, oczyszczony ze wszystkich zarzutów, uzyskał wydanie przez Papieża bulli Industriae tuae, przywracającej w zasadzie wszystkie przywileje uzyskane dla liturgii w języku słowiańskim od poprzednika, Hadriana II.

Podobne uznanie pełnej prawowitości i prawowierności uzyskał Metody również od Cesarza bizantyjskiego i Patriarchy Focjusza, pozostającego w owym czasie w  pełnej jedności z Rzymem, gdy w roku 881 lub 882 udał się do Konstantynopola. Ostatnie lata życia poświęcił przede wszystkim pracy nad dalszymi przekładami Pisma Świętego i ksiąg liturgicznych, dzieł Ojców Kościoła, a także zbioru kościelnych i państwowych praw bizantyjskich, tak zwanego Nomokanonu. W  trosce o przetrwanie rozpoczętego przez siebie dzieła, wyznaczył na swego następcę ucznia Gorazego. Zmarł 6 kwietnia 885 roku w służbie Kościoła założonego wśród ludów słowiańskich.

7. Dalekowzroczne działanie, gruntowna i prawowierna nauka, równowaga, lojalność, gorliwość apostolska, nieustraszona wielkoduszność, zyskały mu uznanie i zaufanie Papieży, Patriarchów konstantynopolitańskich i Cesarzy bizantyjskich, a także Książąt nowych ludów słowiańskich. Dzięki temu Metody stał się przewodnikiem i prawowitym pasterzem Kościoła, który wówczas zapuszczał wśród tych narodów korzenie, doznając razem ze swoim bratem Konstantynem powszechnej czci jako zwiastun Ewangelii i Nauczyciel „od Boga i od świętego apostoła Piotra” oraz jako fundament pełnej jedności między Kościołami nowo założonymi i dawniejszymi.

Dlatego też „mężczyźni i kobiety, mali i wielcy, bogaci i ubodzy, wolni i  niewolni, wdowy i sieroty, obcy i tuziemcy, chorzy i zdrowi” stanowili tłum, jaki pośród łez i śpiewów odprowadzał na miejsce wiecznego spoczynku dobrego Mistrza i Pasterza, który stał się „wszystkim dla wszystkich, aby pozyskać wszystkich”.

Wprawdzie dzieło świętych Braci po śmierci Metodego przeszło poważny kryzys, a prześladowanie jego uczniów wzmogło się tak dalece, że musieli opuścić teren swojej pracy misyjnej, tym niemniej ich ewangeliczny posiew nie przestał wydawać owoców, a ich misjonarska postawa, wyrażająca się w niesieniu nowym ludom prawdy objawionej przy jednoczesnym poszanowaniu ich kulturowej odrębności, pozostała dla Kościoła i misjonarzy wszystkich czasów żywym wzorem. (z encykliki Slavorum apostoli)

ks. Bohdan Papiernik

Ks. Bohdan Papiernik urodził się 1 grudnia 1931 r. w Tomaszowie Mazowieckim. Święcenia diakonatu przyjął 6 maja 1962 roku, a kapłańskie - 24 czerwca tego samego roku w Piotrkowie Trybunalskim.

W 1967 roku rozpoczął na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim studia z zakresu liturgiki. Tam poznał ks. Franciszka Blachnickiego i zaangażował się w Ruch Światło-Życie. Od roku 1969 prowadził wakacyjne oazy rekolekcyjne dla dzieci i  młodzieży. "Ksiądz Franciszek Blachnicki należy do grona kilku nieżyjących już kapłanów, którzy w istotny i bardzo głęboki sposób wpłynęli na moją duchowość kapłańską" - wspominał przed laty duchowny. "Wspominam go też jako człowieka bardzo naturalnego i na swój sposób wesołego. Lubił żartować, choćby z jedzenia" - opowiadał o założycielu Ruchu Światło-Życie.

Był sygnatariuszem apelu Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela z marca 1977 roku i aktywnym członkiem ROPCiO. "Powstanie ROPCiO było długo wyczekiwanym momentem. Ani przez moment nie wahałem się, czy podpisać deklarację ruchu. Najważniejsze były w nim idee wolnościowe" - mówił w 2007 roku ks. Papiernik podczas konferencji z okazji 30. rocznicy powstania Ruchu. Za działalność w  ROPCiO duchowny został odznaczony przez prezydenta RP Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Współpracę z księdzem Papiernikiem bardzo dobrze wspomina obecny wicemarszałek Sejmu, Stefan Niesiołowski. "Kilka razy widzieliśmy się na spotkaniach ROPCiO, ale główny okres współpracy to lata 80. Ks. Papiernik zapraszał mnie wtedy na wykłady, głównie historyczne, do parafii, w których pracował. Nie było w tych wykładach polityki, bo Kościół sobie tego nie życzył, ale była prawdziwa historia i nauka niezależnego myślenia. Te wykłady prowadziłem też na lekcjach religii. To był wspaniały okres w historii Łodzi i  walki o demokratyczną Polskę" - mówi Niesiołowski.

Ks. Papiernik zainicjował też organizowany w Łodzi Ogólnopolski i  Międzynarodowy Dziecięcy Festiwal Piosenki i Pieśni Religijnej, którym kierował do aż do śmierci. W ostatnich latach impreza miała charakter międzynarodowy.

"Nie zwracał uwagi na to, co ziemskie. Niektórzy śmiali się, że od lat jeździł tym samym samochodem (zawsze z Matką Bożą przy kierownicy), że nie ma czasu na osobiste zakupy" - wspominają współorganizatorzy festiwalu. "To był ksiądz czynów i działania. Był wszędzie, gdzie był potrzebny, podczas spotkań z  młodzieżą, podczas wspólnej modlitwy (zawsze miał przy sobie brewiarz i  różaniec). Miał więcej energii niż niejeden z nas - młodszych - i obdarowywał wszystkich, którzy się z nim stykali tą siłą i pokojem oraz miłością, która tylko od Boga mogła pochodzić" - przyznają.

Zmarł 29 kwietnia 2009 r. w szpitalu w Zgierzu w wieku 77 lat. Przyczyną śmierci były obrażenia, jakich doznał w wyniku wypadku samochodowego między Strykowem a Zgierzem.

Dod. Krzysztof Jankowiak dnia 7-04-2010

 
Modlitewna Nowenna Miesięcy - marzec PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
piątek, 05 marca 2010 18:54
Modlitewna nowenna miesięcy - marzec

Słowo życia:

Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili (Mt 25, 40).

Intencja modlitewna:

  • o cnotę męstwa,

  • o umiłowanie Chrystusowego krzyża.

Lektura:

– ks. Franciszek Blachnicki, Noc w  światło przemieniona, Kraków 2004.

Postacie miesiąca: bł. Matka Teresa z Kalkuty (miłość bliźniego), ks. Marek Boruc

bł. Matka Teresa z Kalkuty

Agnes Gonxha Bojaxhiu - Bł. Matka Teresa z Kalkuty (ur. 26 sierpnia 1910[1] w Skopje, zm. 5 września 1997 w Kalkucie) – katolicka siostra zakonna, prowadząca w Indiach działalność humanitarną. Laureatka Pokojowej Nagrody Nobla. Od 2003 błogosławiona.

Urodziła się w 1910 roku w Skopje w Macedonii w rodzinie katolickiej jako Agnesa Gongea (Antigona) Boiagi. Z pochodzenia była Albanką.

Już w wieku 12 lat poczuła powołanie do służby zakonnej. Sześć lat później wstąpiła do zakonu sióstr loretanek w Irlandii, przyjmując imię zakonne Maria Teresa od Małego Jezusa. Swój nowicjat odbywała w Indiach. Tam od 1929 pracowała w katolickiej szkole dla dziewcząt w Kalkucie, której została później dyrektorką. Śluby wieczyste złożyła 24 maja 1937.

W 1946 udała się do Dorjeeling na rekolekcje z Kalkuty. W czasie długiej podróży miała usłyszeć wezwanie od Boga, jak to sama określiła "powołanie w  powołaniu", ażeby opuścić zgromadzenie loretanek i poświęcić się pracy dla ubogich, żyjąc wśród nich. W porozumieniu ze swym ojcem duchownym otrzymała od papieża Piusa XII pozwolenie na opuszczenie loretanek. Przywdziała charakterystyczne białe sari z niebieskim obrzeżem i 21 grudnia 1948 wyszła na ulice Kalkuty do slumsów pomagać trędowatym, umierającym i porzuconym dzieciom. Wynajęła w tym czasie dwa pokoje - jeden służył jako szkoła, a drugi jako dom dla chorych i umierających. 19 marca 1949 dołączyła do niej pierwsza siostra, a  potem następne. 7 października 1949 nowe zgromadzenie - Sióstr Misjonarek Miłości zostało zatwierdzone przez arcybiskupa Kalkuty Ferdinanda Periera na prawie diecezjalnym. Po odbyciu nowicjatu 12 pierwszych sióstr złożyło pierwszą profesję zakonną 12 kwietnia 1953, a założycielka profesję wieczystą jako misjonarka miłości. 1 lutego 1965 zgromadzenie otrzymało zatwierdzenie przez Stolicę Apostolską. Misjonarki miłości prowadzą w Indiach i na całym świecie sierocińce, domy dla chorych i umierających.

W 1963 założyła męską wspólnotę czynną Braci Misjonarzy Miłości. W 1968 papież Paweł VI poprosił Matkę Teresę o przysłanie sióstr z jej zgromadzenia do Rzymu dla opieki nad biedakami. W 1976 Matka Teresa utworzyła wspólnotę kontemplacyjną dla sióstr, w 1979 dla braci. Do końca życia pracowała pomagając ludziom, apelując jednocześnie zawsze o poszanowanie godności drugiego człowieka oraz czynnie sprzeciwiała się aborcji, eutanazji i antykoncepcji.

Matka Teresa zmarła na zawał serca 5 września 1997 w Kalkucie. Jej pogrzeb w  dniu 13 września 1997, decyzją władz Indii, miał charakter należny osobom o  najwyższej randze w państwie, transmitowała go na cały świat telewizja Mondavision.

Już w niecałe dwa lata po jej śmierci rozpoczął się proces beatyfikacyjny. Została beatyfikowana 19 października 2003.

ks. Marek Boruc

Ks. Marek Boruc, syn Stanisława i Teresy, urodził się 20 lutego 1951 r. w Siedlcach. W roku 1960 przyjmuje Pierwszą Komunię Świętą. Uczęszcza najpierw do szkoły Podstawowej nr 6, a później nr 3 w Siedlcach. Naukę w szkole średniej rozpoczyna w roku 1965 i  jest to Liceum Ogólnokształcące im. Bolesława Prusa w Siedlcach. Po ukończeniu szkoły średniej w 1969 r. wstąpił do WSD w Siedlcach. Ks. Marek jeszcze jako kleryk uczestniczył w słynnym Dniu Wspólnoty w dniu 16 sierpnia 1972 na górze Błyszcz z udziałem kard. Karola Wojtyły. Święcenia kapłańskie przyjął 7 czerwca 1975 r. z rąk bp. Jana Mazura.

Od 21 czerwca 1975 r. pracował jako wikariusz w parafii Stara Wieś, od 1 lipca 1976 r. - Sadowne, a od 21 lipca 1978 r. do 1 lipca 1986 r. - Przemienienia Pańskiego w Łukowie.

Od 19 stycznia 1981 r. pełnił funkcję zastępcy diecezjalnego moderatora Ruchu Światło - Życie, a od 27 stycznia 1983 r. do 25 sierpnia 2003 r. - moderatora. Przez kilkanaście lat łączył ją z posługą moderatora diecezjalnego Domowego Kościoła. Miał także propozycję podjęcia ważnych funkcji w Krajowym Duszpasterstwie Służby Liturgicznej oraz Ruchu Światło-Życie. Od 21 maja 1985 r. był diecezjalnym referentem duszpasterstwa służby liturgicznej. Od 7 stycznia 2003 do 31 stycznia 2004 r. pełnił funkcję kierownika Działu Duszpasterstwa i  Kultu Kurii Diecezjalnej Siedleckiej.

Ks. Marek podejmował posługi na szczeblu krajowym. Był pierwszym moderatorem krajowym Krucjaty Wyzwolenia Człowieka. 3 października 2000 r. uzyskał zgodę bp. Jana Wiktora Nowaka na przynależność do stowarzyszenia "Unia Kapłanów Chrystusa Sługi" - członek zarządu. Był moderatorem Centralnej Diakonii Deuterokatechumenatu, delegatem Kolegium Moderatorów do Centralnej Diakonii Jedności Ruchu.

Przez wiele lat prowadził nabożeństwo z błogosławieństwem animatorów podczas Centralnej Oazy Matki w Krościenku.

Przewodniczył i głosił homilie w czasie jutrzni podczas Kongregacji Odpowiedzialnych Ruchu.

Wielokrotnie prowadził również Oazę Rekolekcyjną Diakonii Jedności, która w  gronie odpowiedzialnych rozpoczyna pochylanie się Ruchu nad tematem nowego roku pracy.

Prowadził oazy letnie dla młodzieży oraz krótsze rekolekcje dla rodzin. - Bardzo się cieszę na wakacje, na oazy. Nie mogę się już ich doczekać - mówił w  1992 r. w wywiadzie dla pisma "Oaza". - Klimatu, atmosfery tego czasu wzrostu, przyglądania się ludziom. Bardzo mnie cieszą oazy i to co się w ludziach dzieje, i w zasadzie chciałbym tylko to robić.

22 stycznia 2004 r. został mianowany proboszczem parafii Kotuń.

8 września 2007r. modlił się w Kotuniu nad nowym moderatorem generalnym Ruchu ks. Adamem Wodarczykiem. Urząd proboszcza w Kotuniu pełnił do śmierci tj. 1 grudnia 2007r.

Msza św. pogrzebowa celebrowana była przez ordynariusza siedleckiego bp. Zbigniewa Kiernikowskiego w czwartek, 6 grudnia, o 11.00 w katedrze siedleckiej. Następnie ciało zmarłego kapłana zostało pochowane na cmentarzu w  Siedlcach.

 
Modlitewna Nowenna Miesięcy - Luty PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
poniedziałek, 01 lutego 2010 21:30

Słowo życia:

Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj (Rz 12, 21)

Intencja modlitewna:

  • o pogłębienie cnoty wstrzemięźliwości,
  • o umiłowanie Kościoła.

Lektura:

– ks. Franciszek Blachnicki, Przekonująca moc miłości, Kraków 2007.

Postacie miesiąca: św. Maksymilian Maria Kolbe (ufność), ks. Henryk Markwica

nowenna

św. Maksymilian Maria Kolbe

Rajmund Kolbe urodził się 08.10.1894 r. w Zduńskiej Woli. Jego rodzice, Juliusz i Marianna z Dąbrowskich, byli tkaczami. W poszukiwaniu pracy krótko przebywali w Łodzi, a następnie w Pabianicach, gdzie Rajmund spędził dzieciństwo. Uczył się w domu. Tylko przez rok chodził do miejscowej szkoły handlowej. W 1907 r., razem ze starszym bratem podjął naukę w małym seminarium franciszkanów we Lwowie, gdzie też obaj, w 1910 r. wstąpili do zakonu. Wraz z suknią zakonną otrzymał imię Maksymilian. W 1912 r. wysłano go na studia do Rzymu. Tam uzyskał doktorat z filozofii na uniwersytecie "Gregorianum" w 1915 r., a z teologii w 1919 r. na wydziale ojców franciszkanów. W Rzymie też przyjął święcenia kapłańskie (28.04.1918). W 1919 r. wrócił do Polski i podjął wykłady w seminarium ojców franciszkanów w Krakowie, które po roku przerwał z  powodu gruźlicy płuc.

W Rzymie założył wraz z kolegami w 1917 roku, stowarzyszenie Rycerstwa Niepokalanej, które po powrocie do kraju szerzył najpierw w środowisku zakonnym, a od 1920 r. także wśród świeckich. Ma ono cel apostolski - pogłębianie świadomego i odpowiedzialnego życia chrześcijańskiego, "nawrócenie i uświęcenie wszystkich pod opieką i za przyczyną Niepokalanej", jak czytamy w pierwszym jego statucie. Dla realizacji celu stowarzyszenia i dla utrzymania kontaktu z jego członkami zaczął od stycznia 1922 r. wydawać w Krakowie miesięcznik "Rycerz Niepokalanej". Pod koniec tegoż roku przeniesiony do Grodna, zorganizował tam wydawnictwo, a miesięcznik zaczął pełnić rolę pisma katechetycznego dla masowego czytelnika.

W 1927 r. założył pod Warszawą klasztor-wydawnictwo Niepokalanów, który wkrótce stał się znaczącym katolickim ośrodkiem prasowym i wydał kilka wielonakładowych miesięczników a od 1935 r. także tani dziennik katolicki - "Mały Dziennik".

W 1930 r. św. Maksymilian wyjechał do Japonii i zaczął tam wydawać japoński odpowiednik "Rycerza Niepokalanej", a wkrótce założył także, "Niepokalanów Japoński". Rozpoczął organizacje podobnych ośrodków w Chinach i Indiach. W 1936 r. sprowadzono go do Polski, aby pokierował Niepokalanowem, który stał się największym klasztorem katolickim na świecie. W chwili wybuchu II wojny światowej było tam 700 zakonników i kandydatów. Jego działalność bowiem opierała się na pracy zakonników, których liczbę wciąż pomnażali nowi kandydaci, choć wspólnota prowadziła życie bardzo surowe i ubogie.

Wojna zatrzymała tę działalność. Zakonnicy musieli rozjechać się do domów, a  pozostałych około 40 razem ze św. Maksymilianem Niemcy aresztowali 19.09.1939 r. Po powrocie św. Maksymilian zorganizował w klasztorze ośrodek usług dla okolicznej ludności i oddał się pogłębianiu formacji pozostałych przy nim współbraci. 17.02.1941 r. znów został aresztowany razem z 4 bliskimi współpracownikami. Przesłuchiwano go na Pawiaku, a w maju przewieziono do Oświęcimia, gdzie stał się numerem 16670 i w powszechnie znanych okolicznościach ofiarował się dobrowolnie na śmierć głodową za współwięźnia, ojca rodziny. Zmarł dobity zastrzykiem trucizny 18.08.1941 r.

Św. Maksymilian prowadził działalność czysto religijną. Dążył do osiągnięcia celu nakreślonego w Ewangelii - zbudować królestwo Boże, czyli wspólnotę chrześcijan, żyjących według wzoru Chrystusa i Jego Matki.

Ukazując jego życie jako przykład dla wiernych, zwłaszcza dla kapłanów, Papież Paweł VI ogłosił go błogosławionym (17.10.1971 r.), a Jan Paweł II świętym (10.10.1982 r.)

ks. Henryk Markwica

W tym krótkim świadectwie chcę pokazać kilka epizodów z moich spotkań z  księdzem Henrykiem Markwicą, które przez ostatnich szesnaście lat miały znaczący wpływ na moje życie.

1983 Marzec - kościół świętego Marcina w Tarnowskich Górach. Rekolekcje ewangelizacyjne dla młodzieży, które prowadziła tarnogórska diakonia ewangelizacji na czele z Księdzem Henrykiem. Wtedy spotkałem Go po raz pierwszy. Patrząc z perspektywy lat, rekolekcje te były dla mnie momentem zwrotnym w moim życiu, ponieważ wtedy przyjąłem Jezusa Chrystusa jako Pana i Zbawiciela. Tamte dni zrobiły na mnie, wówczas piętnastolatku, ogromne wrażenie. Świadectwa wiary młodych, film Jezus według Ewangelii świętego Łukasza, piękne śpiewy i kościół wypełniony rozśpiewaną, rozmodloną młodzieżą. I ten niesamowity Ksiądz animujący zgromadzenie, opowiadający cudownie o sensie życia, Bożej miłości, o Chrystusie, którego warto zaprosić do swojego serca. Były to wspaniałe gawędy, jak choćby opowieść o ojcu Piotrze Rostworowskim i o wsłuchiwaniu się w słowo Boże, które ma moc przemienić ludzkie życie.

Tamte rekolekcje to był początek mojego świadomego wyboru życia z Panem Jezusem. Wtedy też, tak na serio, związałem się z Ruchem Światło-Życie, a  szczególnie z diakonią ewangelizacji. Tam właśnie odkryłem, że najpiękniejszy dar, jaki mogę uczynić ze swego życia to być świadkiem Chrystusa, który jest Światłem-Życiem. Od tamtych dni w sercu pozostał również podziw i fascynacja tym Księdzem - wielkim Mocarzem Słowa.

1984 Grudzień - rekolekcje ewangelizacyjne w mojej rodzinnej parafii świętego Jana Chrzciciela w Tarnowskich Górach. Kilka dni przed rozpoczęciem dowiadujemy się, że nie mamy rekolekcjonisty. Ogarnął nas lęk i konsternacja... Co robić? Nasza moderatorka Asia zadzwoniła do Kurii w Katowicach, ówczesnego miejsca pracy księdza Henryka (Sąd Biskupi), prosząc Go o pomoc. Otrzymała natychmiast odpowiedź pozytywną, nie usłyszała żadnych wyrzutów, że to niepoważne, że tak późno szukamy rekolekcjonisty. Z tamtej historii pozostało w mojej pamięci odkrycie w Księdzu Markwicy postawy kapłańskiej dyspozycyjności i gotowości do głoszenia słowa Bożego. Później kilkakrotnie przeżywałem w swoim życiu takie podbramkowe sytuacje, kiedy po pomoc zwracałem się właśnie do Niego, mając równocześnie pewność, że otrzymam potrzebną pomoc.

1987/88 Na prośbę Księdza Henryka przygotowywałem w parafii świętej Jadwigi w  Chorzowie, gdzie był Proboszczem (sześć lat później zostałem wikarym tej parafii), diakonię na ewangelizację miejscowego liceum, zwanego Słowakiem. Po jednym ze spotkań odbył ze mną krótką rozmowę:
- Co będziesz robił po maturze?
- Myślę o studiach teologicznych na KUL - odpowiadam.
- A tak poważnie? - pada pełne przekory kolejne pytanie.
- Myślę o kapłaństwie... - chwila ciszy i słyszę spokojne słowa:
- Jeśli chcesz jako kapłan dalej służyć Jezusowi w Ruchu, to myślę, że największe możliwości da ci seminarium i  kapłaństwo diecezjalne.

I tyle. Koniec rozmowy. Ale to był dla mnie niezwykle ważny dialog. Taka mała iluminacja, bo chwilę po tej rozmowie modliłem się godziną liturgiczną w ciągu dnia i tam jako słowo życia dostałem tekst z Ap 3, 20: Oto stoję u drzwi i  kołaczę... Ten sobotni poranek bardzo przybliżył mnie do decyzji o wstąpieniu do Śląskiego Seminarium w Katowicach.

1990 Ksiądz Henryk zabrał mnie, wówczas alumna drugiego roku, jako animatora liturgicznego na trzeci stopień do Krakowa. Od tej pory przez najbliższych kilka lat miałem okazję wpatrywać się w Jego sposób prowadzenia rekolekcji oraz pełen miłości i życzliwości styl pracy z młodymi ludźmi. Przez wiele godzin wsłuchiwałem się w Jego niesamowite, malownicze opowieści o Kościele - Matce, o  chrześcijańskiej Polsce, o dziedzictwie wiary, o ukochanej przez Niego Królowej Jadwidze i świętym Benedykcie, i jeszcze wiele, wiele innych...

A wszystko to od czasu do czasu jak refren przeplatał okrzyk: Kocham Kościół Chrystusa! Lecz czy wy, młodzi, już to rozumiecie?... Codziennie o szóstej rano dreptał z uczestnikami (chłopcami) po bułki na śniadanie, nie dając nikomu wyręczyć się w tej służbie... Często też ujmował młodzież posługując jej do stołu... W ten sposób uczył słowa diakonia.

1994 Jako neoprezbiter zostałem (jak już wcześniej wspomniałem) wikarym u  świętej Jadwigi w Chorzowie, gdzie Ksiądz Henryk był proboszczem. Pracowałem u  Jego boku cztery lata. Z tego okresu chcę wspomnieć jedno wydarzenie, które zostanie głęboko w mej pamięci. Popełniłem poważny błąd w jednej ze spraw duszpasterskich. Nie wiedziałem co zrobić, więc zwróciłem się do Niego. Strasznie się wówczas zdenerwował (zresztą słusznie...), okrzyczał mnie, a  potem... Potem naprawił to co zepsułem, broniąc mnie jak lew i wyjaśniając całą sprawę.

To kilka epizodów. Pisząc o Nim, musiałem pisać także o sobie, gdyż (to jest właśnie charakterystyczne) swą osobowością wywierał silny wpływ na innych - w  szczególny sposób stawał się Mistrzem dla ludzi młodych (nazywaliśmy Go Padre). Dla mnie Ksiądz Henryk był gniewnym Prorokiem, człowiekiem nieprzeciętnego intelektu i wielkiego poczucia humoru. Ogromnie kochał Kościół. Wyrażał to nie tyle słowem, co czynem, który wypełniał całe Jego życie. Często powiadał: Jak się coś kocha to trzeba mieć na to czas i... pieniądze.

Tak właśnie żył. Nie oszczędzał siebie i swego zdrowia. Żył dla Kościoła, co znalazło wyraz w służbie dla diecezji (w której spełniał niezliczoną ilość funkcji i zadań), ukochanego Chorzowa i umiłowanej parafii świętej Jadwigi. A  oprócz tego był Kraków z trzecimi stopniami, moderowanie Ruchu Światło-Życie w  diecezji katowickiej, troska o bazę materialną dla oaz, o ośrodki w  Wiśle-Jaworniku i w Nowej Osadzie... A wcześniej były i siostry Jadwiżanki, gdzie był kapelanem, i Sąd Biskupi, i różne parafie w których pracował. Był świetnym katechetą (katechizował do końca życia), wędrował z młodzieżą po całej Polsce ukazując jej piękno tej Ziemi. Przez lata jeździł rozlatującym się fiatem 125p, a ostatnio staroświeckim passatem (czasami trochę za szybko...) i niekiedy mówił: wiesz, nawet gdybym chciał kupić nowe auto, to nie mam za co... - bo faktycznie wszystko co miał, służyło sprawie Kościoła (to praktyczna realizacja słów jak się coś kocha...). Dlatego Jego testament nie ma w sobie nic z  kokieterii czy patosu, lecz wyraża sposób w jaki żył: w dniu, kiedy zostałem benedyktyńskim oblatem, stwierdzam, że nic nie posiadam. A to, co niby posiadam jest własnością Kościoła Katowickiego.

Wiele osób często powtarzało: jesteście tacy sami..., może dlatego tak często była pomiędzy nami różnica zdań. Gdzieś w sercu tkwi świadomość, że nie zdążyliśmy tu na ziemi przeprowadzić takiej ostatniej rozmowy, w której powiedziałbym Mu jak wiele dla mnie znaczył. Dlatego tym świadectwem chcę podziękować Bogu za dar tego człowieka, za Księdza Henryka, za wszystko co wniósł w moje życie i czego mnie nauczył. A resztę, ufam, dopowiemy sobie na Godach Baranka.

Nie mogę zakończyć inaczej, jak Jego ostatnim słowem: Niech Bóg będzie uwielbiony.

Ks. Adam Wodarczyk

Lublin, 2 marca 1999 r.

Poprawiony: wtorek, 02 lutego 2010 15:26
 
Modlitewana Nowenna Miesięcy - STYCZEŃ PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
poniedziałek, 04 stycznia 2010 20:31

Modlitewna nowenna miesięcy - styczeń

Czynić Uczniów

Słowo życia:

Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali (2 Kor 12, 9).

Intencja modlitewna:

  • o cnotę sprawiedliwości,
  • o umiłowanie adoracji Najświętszego Sakramentu..

Lektura:

– ks. Franciszek Blachnicki, A z tej śmierci życie tryska, Kraków 2007.

Postacie miesiąca: św. Paweł (zgoda na słabość), ks. Marek Adaszek

Poprawiony: poniedziałek, 04 stycznia 2010 20:45
 
« pierwszapoprzednia12następnaostatnia »

Strona 1 z 2