Home Formacja Konferencje i kazania Armia w letargu - rozmowa z ks. Ryszardem Nowakiem
Armia w letargu - rozmowa z ks. Ryszardem Nowakiem Drukuj Email

ks. Ryszard"Armia w letargu"

0 ruchach odnowy Kościoła, malowaniu trawników i katuszach św. Pawła z ks. Ryszardem Nowakiem rozmawia Jacek Dziedzina

Jacek Dziedzina: Pewien pro­boszcz, w czasie ogłoszeń para­fialnych, podziękował młodej kobiecie za lata zaangażowania w oazie, dodając, że to już naj­wyższy czas, by przestała się bawić w Kościół. Kto tu się bawi - ona czy proboszcz?

Ks. Ryszard Nowak: - Słowa tego proboszcza wynikają z nie­zrozumienia, czym są ruchy w Kościele, a zwłaszcza te z nich, które mają integralną wizję odnowy, z konkretnymi rozwią­zaniami dla parafii. I na przykład Ruch Światło-Życie sprowadzony jest często do duszpasterstwa dla młodzieży.

 

Albo jako dodatkowe obciążenie i tak zapracowanego księdza.

- Tak, cały dzień katecheza w szkole, potem na przykład od­wiedziny chorych, a tu jeszcze dochodzi wieczór i jakieś grupy... Dopóki my, księża, nie zobaczy­my, że świecki nie jest dla nas konkurentem, tylko może nas wyręczyć w wielu miejscach, długo tak będziemy się męczyć wzajemnie - duchowni tym, że mają nadmiar pracy i narzekają, że świeccy nie pomagają, a świec­cy tym, że duchowni nie dają im możliwości działania, uważając, że są niekompetentni.

W Polsce jest ok. 150 ruchów i stowarzyszeń, które tworzy armia ok. 2 min ludzi. Czy ru­chy odnowy w Polsce są śpiącym olbrzymem?

-   To jest bardziej letarg niż sen. To jest wojsko na zapleczu, które w czasie, kiedy trwa wojna, w ogóle nie jest wykorzystywane. Jakby dowódcy zapomnieli, że mają olbrzymią armię, która może ich wspomóc w tej walce. To tak jak z komputerem: pozostaje meblem, dopóki się go nie włączy.

Albo się włączy, ale zamiast sprawdzić, jak działa program do obróbki zdjęć, gramy w pa­sjansa.

-  No właśnie. Włączenie kom­putera nie oznacza, że właściciel wykorzysta cały jego potencjał. I ja mam wrażenie, że ruchy w Ko­ściele są wykorzystywane tylko na zasadzie „przynieś, wynieś, pozamiataj". I to prowadzi do le­targu. Jeśli ktoś ma tego olbrzyma obudzić, to liderzy. Jak Bernard z Clairvaux wrzasnął, to wszyscy poszli na krucjatę. To powinien być ktoś taki. Tymczasem bardzo często duchowny nie porywa za sobą, tylko rozdziela zadania, czyli jest kierownikiem w biurze, od niego wszystko się zaczyna, na nim wszystko się kończy.

I obejmuje funkcje, które spokoj­nie mogliby pełnić świeccy.

-  To jest kolejny symptom tego samego - świecki jest traktowa­ny jako nie-duchowny, a nie jako podmiot w Kościele, który ma właściwe sobie powołanie. Inspira­cje, które płyną od Ojca Świętego, są o wiele bardziej progresywne w tej dziedzinie niż rzeczywistość Kościoła w Polsce. Słyszę nieraz narzekania, że nie mamy księży. Każdy, kto wyjechał na Zachód, ma porównanie i wie, że to hasło jest mało związane z rzeczywisto­ścią. Ale jeśli faktycznie nie mamy księży, to ja się pytam, dlaczego dyrektorem drukarni diecezjal­nej, wydawnictwa czy radia musi być ksiądz. Mamy tylu kompetent­nych świeckich, którzy są do tego przygotowani i zrobią to lepiej niż ksiądz, który otrzymując dekret, zaczyna się dopiero uczyć i być może po raz pierwszy wchodzi do instytucji, którą ma kierować.

Mamy też wydziały teologicz­ne, z których co roku wychodzą sfrustrowani absolwenci, kiedy okazuje się, że pierwszeństwo etatu w szkole mają duchowni.

-  Moja znajoma ma 30 lat pracy w katechezie, jest samotna. Miała pełny etat, ale przyszedł ksiądz i oprócz swoich godzin, wziął też połowę jej etatu. I została z 8 go­dzinami na utrzymanie. Ksiądz ma 16 godzin. Arbitralna decyzja proboszcza.

Jaka jest różnica między duszpa­sterstwem młodzieży a ruchem odnowy Kościoła?

-   Duszpasterstwo młodzie­żowe najczęściej opiera się na za­sadzie: na jakiś czas się tobą zaj­miemy, a jak się ustabilizujesz i dorośniesz, to już sobie poradzisz. To jest potrzebne, ale nie ma tu pro­wadzenia do jakiegoś określonego celu, do konkretnego zaangażowa­nia w Kościele.

Ale ruchy odnowy tak są czasem postrzegane: dopóki masz krót­kie spodenki i maturę na hory­zoncie, możesz się „bawić", po­tem to już obciach.

-    W diecezji katowickiej, gdzieś od połowy lat 80., gdy oaza przestała już być podejrzana w środowisku kościelnym, za­uważono, że to jest dobre narzę­dzie do pracy z młodzieżą. I przez lata przyzwyczajono się do takiego schematu. Zredukowano wizję Ko­ścioła i odnowy, jaką proponował ks. Blachnicki, do duszpasterstwa młodzieży. To jest to dla mnie nie­zrozumiały przykład marnowa­nia łaski. Moim zdaniem, w Polsce nie ma integralnej wizji myślenia o Ko­ściele. Każdy biskup ma swoją. Episkopat spotyka się często, ale z listów paster­skich nic nie wyni­ka. Nie ma żadnych wspólnych ustaleń, które byłyby wyni­kiem rzetelnego ro­zeznawania znaków czasu. A na czym polega przygoto­wanie parafii przed wizytacją biskupa? Na malowa­niu krawężników na biało, trawy na zielono. Przyjeżdża biskup, więc zwołajmy ludzi...

...i „załóżmy" oazę dla dobrego wrażenia.

-   Tak, i to jest dla mnie skan­daliczne. Ale z czego to wynika? Oaza jest na liście duszpasterstw: głuchoniemi, trzeci zakon, mini­stranci, kółko różańcowe, oaza, neokatechumenat... Jeśli czegoś nie ma na liście, trzeba szybko „założyć". Autentyczna sytuacja: wikary otrzymał podwójne po­lecenie w ciągu dwóch miesięcy. Pierwsze: załóż mi oazę przed wizytacją, drugie: rozwiąż to jak najszybciej.

Bo i czasem to jest tylko „oaza", a nie wspólnota, która odnawia parafię. Może trudno się dziwić tej niechęci?

-   Oaza nie musi być w każdej parafii. Przyszłością są centra Ruchu Światło-Życie. W każdym dekanacie - jedna parafia, przy której działa wspólnota licząca ok. 300 osób, tworząca czytelne i przyciągające innych środo­wisko. W War­szawie prymas Glemp zrobił genialną rzecz z kilkoma pa­rafiami: za je­den kościół odpowiadają księża z neokate- chumenatu, za inny z Odnowy w Duchu Świętym, jeszcze za inny z Ruchu Światło-Życie. W wielkim mieście ludzie i tak są mobilni i jeżdżą tam, gdzie im odpowiada. To nie jest zagrożenie, że dana parafia jest prowadzona w jakiejś konkretnej duchowości. Podobnie jak parafie franciszkańskie, jezu­ickie czy dominikańskie. Na Ślą­sku też mamy takie wyspy. Działają trzy centra Ruchu: ośrodek profilak­tyczny w Katowi­cach, centrum du­chowości w Tychach i ośrodek liturgicz­ny w Chorzowie. To są zjawiska na takim poziomie kompetencji, że od­działują nie tylko na Ruch Świa­tło-Życie, ale też na inne środowiska kościelne. Wszystkie te centra są inicjatywą świeckich. Wniosek? Kiedy po­zwolimy świeckim zadziałać i jeśli uda się zatrzymać dorosłych, któ­rzy nie dali się wypchnąć z oazy, mimo usilnych działań wielu księ­ży, to oni zrobią kapitalną robotę. Ja wolę, żeby oaza była w jednej parafii, ale żeby to nie było zjawi­sko oazopodobne.

Czy kościoły muszą opustoszeć, żeby świeckich zacząć traktować serio?

- W najbliższych latach księ­ża pewnie zrozumieją, że jeśli nie chcą się zajechać, nie ma innej drogi niż współpraca ze świecki­mi. Teraz jest jeszcze taka próba sił. Nam się wydaje, że księżmi zaoramy tę ziemię. Tymczasem część powinno się posłać na mi­sję. Jedź na pięć lat, zobacz, jak tam traktują księdza, ale też jak nie pozwolą się traktować księ­dzu. Wtedy byśmy przewietrzyli Kościół polski, który jest jednak mocno sklerykalizowany. Św. Pa­weł chyba przeżywa katusze, jak na nas patrzy, bo przecież pisał o komplementarności ciała, gdzie każdy członek ma swoje miejsce, jest niezbywalną komórką orga­nizmu. A my mówimy, że ta reszta to jest tylko nosiciel moich pomy­słów. I to jest śpiący olbrzym. Jeśli głowa nie ruszy, to on będzie tylko spał. Gdzie nie ma wizji, tam psu­ją się obyczaje.

Rozmowa ukazała się w nr 48 z Gościa Niedzielnego w 2009 r.

 

Komentarze  

 
#1 Tomek 2010-02-17 14:05
ks. Rysiu, popieram! Znam takich, którzy kierują takimi firmami w których dba się o duchowość pracowników bardziej niż ksiądz w parafii dba o duchowość swoich parafian.
Proponuję obowiązkowy kurs z zarządzania dla każdego proboszcza niech zobaczą jak "świat" zarządza "niegodziwą mamoną". Oby co najmniej tak sprawnie proboszcz zarządzał swoimi "duszyczkami" w parafii - już nie mówiąc o tym, ze powinien "magis" - "bardziej"!
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież